FANDOM


0pxe/M6MrOQ4v5Uc1

Nastolatkowie beztrosko wracali do domu rozkoszując się piękną pogodą. Dziak z zapartym tchem obserwował latające tu i ówdzie muszki, jednak nie gustował akurat w tego rodzaju gatunku. Ulica Pomarańczowa powoli dobiegała końca. Lena z czułością spoglądała na głodny uśmiech kolegi. Nie uszło to jego uwagi, Dziak wyszczerzył się i uskoczył w stronę białej furteczki swojego domu. Pomachała mu. Chwilę później po jej plecach przebiegł zimny dreszcz. Poczuła niepokój. Powoli skierowała się w stronę domu i niepewnie weszła do środka. Zastała tam dziadka, który wałęsał się po kuchni. Miał zapadnięte, smutne oczy i kamienną twarz. 

Spojrzał na nią ponuro.

Dziewczyna uśmiechnęła się serdecznie, chcąc poprawić humor staruszkowi.

- Co jest, dziadku? - spytała. Uczucie niepokoju wciąż jej nie opuszczało. Zastanawiała się, czy chodzi o Lena.

- Chodź do mnie dziecko... - zagestykulował, jakby sądząc, że dziewczyna zaraz będzie potrzebować jego bliskości. Zdziwiła się widząc zmianę w zachowaniu staruszka. Zwykle nie okazywał czułości, jeżeli chodziło o kontakt z dziewczyną bardzo rzadko zdarzało mu się okazywać jakiekolwiek uczucia. Spojrzała na jego twarz, usta drżały, a piwne oczy szkliły się od łez. Próbował być silny, ale Lena wyczuwała rozpacz dziadka.

- Twój brat... Len. Len nie żyje - zaraz po wypowiedzeniu tych słów buchnął płaczem i przytulił oszołomioną dziewczynę. Zmiękły jej kolana. Miała wrażenie, że zaraz zemdleje. 

- Dla... dlaczego? - spytała łamliwym głosem, a z jej oczu wypłynęły łzy.

- Dzwonili ze szpitala, to z powodu tych oparzeń... - powiedział cicho dziadek.

- Kłamiesz! - krzyknęła. Mężczyzna spojrzał na nią z bólem.

Odepchnęła dziadka i w napływie furii przyłożyła dłonie do skroni. Lena szlochała głośno chwiejąc się na nogach. Nie mogła w to uwierzyć. Wreszcie padła na kolana szarpiąc się za włosy. Wrzeszczała obłędnie, wierząc, że zaraz obudzi się z koszmaru. Gwałtownie wstała i pobiegła do wyjścia. Dziadek nawet nie próbował jej zatrzymywać. 

Wbiegła na schody, jednak przez pośpiech i nieuwagę potknęła się i runęła w dół. Była tak oszołomiona, że nie zauważyła krwawiącej dłoni. Szybko wybiegła z domu i gwałtownie załomotała w sąsiednie drzwi. 

Dziak otworzył, opłakany stan przyjaciółki zaskoczył go do tego stopnia, że zakrztusił się kanapką. Wprowadził dziewczynę do środka i posadził na krześle w kuchni. Skołowany zapytał ją co się stało przemywając i bandażując jej dłoń. Nie odpowiedziała, jedynie płakała wpatrzona w Dziaka. Niepewnie objął  dziewczynę. Ta spojrzała na niego 

Ep3k

Teraz, wszystko od początku...

zapłakanymi oczyma, z których wyzierało cierpienie. Chłopak przygryzł wargę zmartwiony. Chcąc ją znów pocieszyć objął ją jeszcze mocniej. Lena wtuliła się w niego i głośno szlochając moczyła mu śnieżnobiałą koszulę.

Po ponad godzinie Wiata uspokoiła się. Wtedy cichym, smutnym głosem opowiedziała mu o wszystkim. Słuchał jej uważnie, jednak coś mu nie pasowało. Brat dziewczyny miał zbyt małe oparzenia by umrzeć z ich powodu. Powiedział przyjaciółce o swoich podejrzeniach.. Ta spojrzała na niego z nadzieją, po chwili Dziak dzwonił do Alry, a Lena nastawiła wodę na herbatę. 

Alra stanął w progu domu nr 99 na ulicy Pomarańczowej po 20 minutach. Spojrzał na swoich przyjaciół - Dziak wyglądał, jakby ktoś wylał na niego wiadro z wodą, a Lena, która zdążyła się trochę uspokoić, wciąż wyglądała miernie. Podszedł przytulić Lenę, położył jej rękę na ramieniu.

- Wszystko będzie dobrze, Lena. Pamiętaj, że nie jesteś sama. Poza tym to wszystko wygląda zbyt podejrzanie, słyszałem o śmierci po oparzeniu 4 stopnia, ale Len nie był nawet bliski drugiego. - Lena odpowiedziała małym uśmiechem, po czym poszli do kuchni wypić herbatę.

- Chodźmy do szpitala, tam znajdziemy informacje - powiedział Dziak. Jednogłośnie zdecydowali się przystać na propozycję chłopaka. 

Wyszli z domu i skierowali się na przystanek autobusowy. Na busa zdążyli w ostatniej chwili. Gdy wchodzili kierowca łypnął na nich rozbawiony. Lena była spięta, ale starała się tego nie okazywać. Bała się zobaczyć martwe ciało brata, ale nie potrafiła uwierzyć w jego śmierć. Alra patrzył kątem oka na przyjaciółkę starając się ułożyć w głowie jakiś rozsądny plan wydarzeń.

- To tutaj - cała trójka wysiadła z busa i udali się na recepcję. W szpitalu pachniało chemią i środkami do czyszczenia podłóg. Lena nie chciała tam być, ale nie miała zamiaru się teraz poddać, szczególnie gdy chodziło o jej brata. Dziak spokojnie podszedł do recepcji, a reszta za nim.

- Dzień dobry pani. Chcemy zapytać o Lena Wiatę, poinformowano nas o jego zgonie. To brat naszej przyjaciółki - wskazał na wpatrzoną w pielęgniarkę Lenę. Pielęgniarka sprawdziła rejestr, a następnie spojrzała na Lenę, potem przeniosła wzrok na Alrę. Nie wiedziała jak przekazać im wiadomość, że w szpitalu nigdy nie było chłopca o takich 

Ep3l

danych. Dziak chrząknął domagając się odpowiedzi. Kobieta zmieszała się jeszcze bardziej. 

- Przykro mi, ale musieliście pomylić adres... - zaczęła - Nie było tu chłopca o takich danych, przykro mi. Sprawdźcie w drugim szpitalu...

Lena spojrzała na Dziaka błagalnie. Determinacja, niespotykana u dziewczyny, pojawiła się na jej twarzy. 

- Sprawdź jeszcze raz kobieto! - zażądała zdenerwowana. Pielęgniarka zmieszana sytuacją zadzwoniła do ordynatora, po chwili na recepcję wtoczył się lekarz o tak dużym brzuchu, że Alra musiał zwrócić uwagę na niestarannie dopięte guziki fartucha. Nie zdążył się jednak odezwać, bo mężczyzna zgromił ich wzrokiem. 

- Co tu się dzieje?! To szpital, a nie cyrk! Jeżeli zaraz stąd nie wyjdziecie wezwę policje!

- Zaraz, zaraz szukamy brata Leny. Poinformowano nas z tego szpitala o jego śmierci. Chcemy dowiedzieć się więcej. Nie możecie nam odmówić, to wbrew prawu.

Ordynator spojrzał krzywo na chłopaka, po czym ponownie wpisał w komputer dane Lena. Zdenerwowany zakręcił gęstym wąsem.

- Albo to jakiś głupi żart, albo mamy poważny problem... i będziemy musieli wezwać policję.

- To żart! - wtrącił Alra zdobywając się na głupkowaty uśmiech. Lena i Dziak spojrzeli na niego zaszokowani. Ciemnowłosy klepnął ich w plecy, a potem ostentacyjnie pociągnął ich ku wyjściu zostawiając za sobą czerwonego ze wściekłości lekarza, który klął pod nosem. Lena zatrzymała się na schodach i wściekle odepchnęła Alre.

- Co ty robisz, idioto?!

Alra spojrzał na nią z góry, po czym zwrócił się do Dziaka:

- Nadal masz dostęp do policyjnych akt?

- Tak, mam. - odpowiedział.

- Wracamy do domu Dziaka, szybko. - rozkazał Alra. Po drodze wyjaśnił Lenie, że policja tylko pogorszyłaby sprawę. Od początku przeczuwał, że pożar w na ulicy Pomarańczowej nie był przypadkiem. Wrócili do domu Agnes i natychmiast zajęli się przeszukiwaniem policyjnych danych. Sterczeli przed monitorem dobrą godzinę, nagle Alra coś sobie przypomniał.

- Ten blond anioł, znaczy ten człowiek, który podobał się twojemu dziadkowi - zaczął - Na plakietce było napisane jego nazwisko! 

- Czekaj chwilę... Miał wytatuowany numer, wiecie, taki jak w więzieniach... - powiedziała Lena. Dziewczyna miała dobrą pamięć do drobnych, z pozoru nie istotnych szczegółów. - Wiem! To był numer 28113...

Dziak wklepał numerek w wyszukiwarkę i po chwili znaleźli zdjęcie blond anioła. Alra uśmiechnął się chytrze, lubił gdy jego pomysł okazywał się skuteczny. Przyjaciele przedrukowali akta blondyna oraz powiązanych z nim ludzi. Dziakowi kilka minut zajęło przestudiownie dokumentów, następnie podał je dziewczynie. Wiata bezgłośnie wypowiedziała imię przestępcy, smakując jego rosyjskie brzmienie. Alra szarmancko dopijał herbatkę czekając aż Dziak odwali czarną robotę. 

- Firma Mołotow Company. Specjalizująca się w badaniach nad funkcjonowaniem ludzkiego mózgu. Jedynie ona łączy te wszystkie akta - powiedział Dziak. 

- Zamieszana w liczne konflikty prawem, za przeprowadzanie nieetycznych i niemoralnych badań. - dodała Lena.

Alra włączył telewizor przeczuwając co zaraz nastąpi, a znając przyjaciół wolał rozmyślać w samotności niż wysłuchiwać ich przypuszczeń. Na ekranie pojawiła się reklama, Alra kazał przyjaciołom się uciszyć.

- Firma Mołotow Company wydała nową grę. - Ekran zamigotał urywkami z rozgrywek. - Jeżeli uważasz się za wirtualnego wirtuoza musisz spróbować!

Przyjaciele spojrzeli po sobie.

- Jakieś koncepcje? - zapytał Alra.

- Myślisz o grze, gdy mój brat jest gdzieś, nie wiadomo gdzie, i nie wiadomo, czy żyje?!

- Zacznij łączyć fakty, histeryczko - odpowiedział.

- Z tą sama firmą współpracował kiedyś Lebiediew - powiedział Dziak starając się załagodzić sytuację.

- Proponuje się z tym przespać - Alra przykrył się kocykiem w muszki. - Dzisiaj i tak nic z tego nie będzie.

Dziak poczuł się zazdrosny o kocyk. Lena nie miała ochoty wracać do domu, więc wepchała się do łóżka Dziaka, zostawiając mu kanapę. Jednakże kanapę zajął Alra, więc biednemu Dziakowi została tylko wycieraczka lub wanna. Po pięciu minutach leżenia w ciszy Alra nie wytrzymał i poszedł się umyć. Dziak od razu przejął kanapę. Gdy odświeżony Alra zobaczył Dziaka rozwalonego na kanapie, perfidnie odebrał mu kocyk i wepchał się obok Leny jak gdyby nigdy nic. Dziewczyna już spała, ale podświadomie czuła zapach sterylnego ciała, więc odruchowo uderzyła w ośrodek zapachu stopą. Pechowo trafiła w twarz Alry. Po chwili zabrała stopę i mrucząc przez sen coś o cholernych dezynfektorach obróciła się na drugi bok. Chłopak normalnie coś by jej zrobił, ale uznał, że dzisiaj byłoby to zbyt okrutne.

Na końcu ulicy Pomarańczowej przygnębiony dziadek zaczął rozmyślać o życiu. Staruszek Wiata był bardzo szczęśliwy, gdy pierwszy raz ją ujrzał. Miała piękne, lśniące blond włosy, zgrabne łydki i twarz anioła. Od razu zawładnęła jego sercem. Myślał o niej co noc. Gdzieś daleko, Rosjanin Lebiediew poczuł zimne dreszcze na plecach. 

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.