FANDOM


Po powrocie ze szkoły chciałem się zrelaksować przy robieniu gry. Założyłem Pomidor-Gear, jednakże moje oczy ujrzały to, czego się nie spodziewałem. Zobaczyłem napis "Tutaj studio Przygłupy i Frajerzy, dziękujemy że zrobiliście za nas taką fajną grę, teraz jest nasza. W nagrodę pozwolimy wam grać za darmo". Nie ukrywam, że byłem wkurzony. Prawie rok roboty, gdyż praca w zespole dwuosobowym się dłuży poszło do piachu. Zadzwoniłem do Defaraq. On jednak był w grze i nie mogłem się z nim połączyć, jeśli ja też nie byłem. Usunęli możliwość kontaktowania się z innych środowisk. Jak tak można?

Zdjąłem urządzenie i włączyłem Kapustoputer. Próbowałem podłączyć się do Kumite Online, jednak gdy włączyłem kompa, miałem zmienioną tapetę na ogórka z napisem "PiF dziękuje za kupno kompa i antywirusa w ich firmie".

- PiF? Przygłupy i Frajerzy sprzedali mi kompa rok temu? - pomyślałem - Te gnoje musiały śledzić mnie od dawna, może nawet od końca SAO

Ponownie założyłem Pomidor-Gear'a i dołączyłem do gry. Moja świadomość znalazła się w tunelu. Nie miałem jeszcze ciała. To dziwne, podczas prac nad grą nie przypominam sobie, abyśmy z Defaraq'iem robili coś takiego jak avatar, gracz miał wyglądać jak z reala. Przede mną pojawiło się okienko z nickiem. Automatycznie zaakceptował mi się "Aschgan". Chwilę potem okienko z wyborem avatara. Wziąłem zwykłego sportowca w czerwonym kimono. Mięśni nie miałem jakiś silnych, ale za to moje ciało było świetnie porozciągane.

Pojawiłem się w mieście. Tym razem zmieniło nazwę na "Chrzan". Moje opinia o PiF pogorszyła się jeszcze bardziej. Poszedłem w stronę areny, na której rozgrywało się kumite. Nagle ktoś krzyknął:

- Ej, to ten, on jest uczestnikiem Kumite

- Ej ty, stój tam gdzie stoisz, albo będziemy strzelać - krzyknął do mnie jeden z policjantów

- Tego też nie robiłem, ta gra spadła na psy - stwierdziłem. Od razu pobiegłem za budynek, gdzie się schowałem. Wiedziałem, że będą mnie gonić, więc wszedłem na daszek wiatrołapu od domu. Gdy nadgiegł "stróż prawa", zeskoczyłem na niego. Moja pięta centralnie trafiła go w rdzeń kręgowy. Dostalem 100 punktów doświadczenia. Okazał się być zwykłym NPC. Wróciłem do poszukiwania areny. Szybko trafiłem. Na warcie stało 7 napakowanych facetów. Gdy podszedłem, jeden z nich popatrzył się na mnie i powiedział "OK USA". Właśnie ten zaprowadził mnie na arenę poprzez labirynt. W środku było wielu ludzi szykujących się do walki. Wśród nich był Defaraq. Chciałem podejść, ale podszedł do mnie facet w białym kimono z logo "PiF".

- Co ten błazen tutaj robi? - pomyślałem

- Witamy na arenie Kumite Online miłośniku walki - zaczął facet, który miał zaplecione warkocze... na brodzie - Ale aby walczyć, musimy mieć zaproszenie, które wysyłaliśmy wszystkim znającym się na bitce graczom, inaczej nie będziesz mógł wystąpić w zawodach

- Nie mam zaproszenia - odparłem - Ale czy rozwalenie komuś głowy da mi możliwość zawalczenia?

- Bez zaproszenia, nie wpuszczę cię - odpowiedział mi gostek. Dlatego przewróciłem go i poszedłem dalej. Grubasowaty strażnik wstał i zaczął wrzeszczeć coś po arabsku, ale go nie rozumiałem. Zanim się zorientowałem, on stał przede mną. Wyjął spod rękawa zegarek, przycisnął 3 przyciski i moja świadomość nagle wróciła do realnego świata.

Zdjąłem z głowy Pomidor-Geara i wyszukałem w necie firmę "Przygłupy i Frajerzy". Znalazłem numer kontaktowy i zadzwoniłem, jednakże odebrała jakaś starsza pani.

- Słucham - spytała

- Dzień dobry, tutaj Studio Przygłupy i Frajerzy? - zadałem pytanie

- Jak mnie nazwałeś młokosie? - zdziwiła się staruszka

- Nieee, mi chodzi czy dodzwoniłem się do firmy o takiej nazwie

- Nie chcę kupić tych bananów

- Ale jakich bananów?

- No tych, które mi reklamujesz harcerko, ale wezmę trzy opakowania ciasteczek

- O czym pani mówi?

- Ile? 17 dolarów? Ale ja mam tylko złote, przyjmiesz dziewczynko kartę?

- Ej, jestem chłopakiem i nic nie sprzedaję

- To jak ja mam zapłacić?

- Ja chcę się tylko dowiedzieć czy...

- Co tam szepczesz? Chcesz kupić moją sztuczną szczękę? Dobra, jest średnioużywana, chcę zaledwie piętnaście tysięcy złotych

- Nie chcę pani sztucznej...

- Ty gnoju, jak śmiesz mnie wyzywać od krzesła?

- Ale ja...

- Co? Jestem stara? W takim razie nie sprzedam ci mojej sztucznej szczęki - powiedziała z wyrzutem waląc telefonem o ziemię przez co rozmowa została przerwana

Ja natomiast ponownie założyłem Pomidor-Geara i moim oczom ukazała się wiadomość od PiF. "Dzień Dybly, proszę nam wybaczyć, ale nie mieliśmy twojej postaci w bazy danych i nie mogliśmy ci dać zaproszenia, teraz już powinno być, miłej bitwy".

- Co za mendy - stwierdziłem logując się do gry. Pojawiłem się na arenie i powitał mnie ten sam błazen, jednakże tym razem miał przepaskę piracką na oku i złoty ząb wbity w czoło.

- A zaproszenie to mamy? - spytał

- Ta - opowiedziałem wręczając mu zaproszenie

- Wszystko gut kapusta, ale nicht gut, bo malina

- O czym ty człowieku gadasz?

- No bo widzisz, w tym zaproszeniu jest informacja, żeś n00b i pozwolimy ci dołączyć do turnieju, tylko jeśli udowodnisz, że nie

- Jak mam to zrobić?

- Widzisz tamte cegły? - zapytał

- Tak - odpowiedziałem myśląc, że będę musiał rozwalać cegłę gołymi rękoma

- Piękne prawda?

- Powiedzmy

- A wracając do testu n00bostwa, musisz mnie uderzyć, zanim ja zrobię to tobie

- Skoro tego chcesz

W momencie, gdy on mówił, wszyscy ludzie na arenie zebrali się w okół nas. Patrzyliśmy naprzeciw siebie przez około 15 sekund. Strażnik miał poważny wyraz twarzy. Podrapał się po warkoczo-brodzie. Nagle krzyknął "schabowy" i uderzyliśmy się nawzajem w twarz. Nie czekając na jego werdykt, uderzyłem go łokciem z półobrotu. Pokazał się napis "Brawo za pokonanie bossa, dostajesz 1 punkt doświadczenia".

Ludzie powrócili do swoich dawnych czynności. Jeden z nich jednak został. Był w bluzie, która zakrywała jego cały tors, więc nie mogłem stwierdzić, czy wyglądał na silnego czy nie. Powiedział:

- Bardzo dobrze, ale uderzenie jakiegoś błazna nie pozwoli ci wygrać finału

Po tych słowach on także wrócił do swojej dawnej czynności. Gdy rozglądałem się za Defaraq'iem, nie mogłem go znaleźć. Sprawdziłem status. Był offline. Wkurzyłem się, ale skoro już byłem na arenie, postanowiłem się rozejżeć. Było tam wielu wojowników, a każdy z nich trenował. Był tam nawet legendarny Ben Kokos.

Podszedłem do jednego z nich i zapytałem:

- Wiesz, kiedy zaczyna się turniej?

- Za dwa dni - odpowiedział sumo

- Dzięki, a powiedz mi, dlaczego ludzie w takim razie już trenują?

- Dzięki treningowi tutaj, ma się później małe buffy i jest jeszcze jeden plus, widzisz tamtych łosiów przy siedziskach?

- Tak

- To są biznesmani, obstawiają walki, im więcej obstawią, a ty wygrasz, tym więcej kasy dostaniesz, potem możesz przenosić tą kasę pomiędzy grami

- A co jest główną nagrodą?

- Prawa autosrkie i kod tej gry

- Aha dzięki - odpowiedziałem spokojnie, ukrywając moją złość i od razu wylogowałem się z gry

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.