FANDOM


Part 1 Edytuj

Ocknąwszy się po dziwnych wydarzeniach, które zaszły na głównej alei Dogmy Śmierci, Aschgan postanowił pójść dalej w głąb krypty, w której nie było już światła - wszystkie lampy zostały uszkodzone przez uderzenie. Silnym uderzeniem ręki w Pip-Boya, wojownikowi udało się go zdjąć, po czym przyczepił go on sobie na czoło, by łatwiej oświetlać drogę. Zagłębiając się coraz bardziej, zauważał coraz więcej krwawych napisów na ścianie, a w jego uszach coraz silniej dudniło jedno słowo, emitowane przez centrum Dogmy - "śmierć".

- Sam sobie śmierdź, leszczu - Aschgan nie przejmował się widmem panującym w tajemniczym miejscu. Szedł po prostu dalej, zastanawiając się, czemu Dogma Śmierci nie jest usiana pułapkami, co mogłaby sugerować jej nazwa.

Po około godzinie wędrówki, Aschgan zaszedł do głównej krypty w Dogmie. Pip-Boy automatycznie się wyłączył, zostawiając dzielnego podróżnika sam na sam z ciemnością, i lękami, które ona wywoływała. Stale emitowane, płaczliwe słowo "śmierć" raniło go w uszy, ciemność nie pozwalała oczom odpocząć, a myśli stawały się coraz dziwniejsze.

- Przestań, i tak gówno zdziałasz, leszczowata Dogmo - Aschgan zdawał się być pewny siebie, aczkolwiek w środku zaczął się trochę łamać. Płacz wypełnił jego duszę, ale łzy nie przenikały przez jego oczy. System pracujący w Dogmie wyczuł to, i zaczął infiltrować jego świadomość.

Najgorsze wspomnienia zaczęły przewijać się przez umysł Aschgana, momenty, które miały odejść w zapomnienie, z początku tylko z gry, ale później także z realnego świata. Łzy dotarły do pustych, poszerzonych oczu Aschgana, a chwilę po tym w Dogmie zrobiło się bardzo jasno - białe światło zdawało się być emitowane z każdego miejsca, włącznie z powietrzem.

Przez chwilę wspomnienia zanikły, przez co Aschgan otworzył oczy, i zobaczył kilkaset ciał ludzi, lezących obok głównego filaru komnaty. Ich krew wypełniała ściany napisami wieszczącymi śmierć każdemu, kto ośmieli się być następnym, który wtargnął.

Źrenice oczu załzawionego, rosłego mężczyzny zwiększyły się o połowe, a myśli zaszły goryczą. Zdał sobie sprawę, że w tej Dogmie czyha na niego najgorszy wróg - on sam. Wiedział o tym, i próbował jakoś przeciwstawić się złym myślom - ale nie mógł. Za każdym razem, gdy zamykał oczy, wspomnienia wracały z całą ich siłą, a gdy otworzył - widział ciała niewinnych osób.

W desperacji i przypływie emocji, Aschgan rzucił się do ucieczki. Niestety, krypta była już zamknięta, a ucieczki nie było. Nie wiedząc, co ma robić, próbował przebijać się głową przez mur, czego efekt był odwrotny do zamierzonego - każde uderzenie emitowało krzyk, podobny do płaczu ludzkiego.

W myślach Aschgana krążyły słowa "śmierć", oraz piskliwy, dziewczęcy głosik "przestań, mam dość". Przestał uderzać głową w mur, stanął w miejscu, uniósł głowę w górę i zaczął krzyczeć, najpierw ze strachu przed własną świadomością, a następnie z przerażenia, widząc, że strop zrobiony jest z ściętych głów kolejnych osób. Spojrzawszy na podłogę, zauważył zaschniętą krew tychże ludzi.

Zaczął płakać, przez co po chwili znalazł ukojenie - zemdlał z braku siły.

Part 2 Edytuj

- Danser? Ej, Danser - Defaraq próbował obudzić Dansera ze śpiączki, w którą wpadł po bolesnym lądowaniu lotu spowodowanego niekontrolowaną siłą, drzemiącą w Vasal. - Wstawaj, trepie.

Dans jednak leżał dalej, więc Defaraq wziął go na ramię, i zaczął iść dalej, w kierunku miasta, które widział z oddali, i to bardzo ledwo. Nie był pewien, czy to na pewno miasto, które interpretował jako Equilin, czy złudzenie, wywołane porządnym uderzeniem w głowę, raz przy wybijaniu stropu jaskini, i drugim przy spadaniu.

Następnego dnia, gdy Defaraq był już w dawnej kwaterze, Dans się przebudził. Po kilku godzinach leżenia wstał, i spytał się kompana z drużyny, co z Venayą.

- Nie wiem, Dancer, nie wiem - odparł Defaraq - Ale pewnie żyje, przecież co mogłoby powstrzymać Kerolota przez zwycięstwem?

- A z czym walczyliśmy? - Dancer nie pamiętał nic z wydarzeń z walki w jaskini z Merintsem, a potem z Vasal.

- Emm, opowiem Ci później - Defaraq wrócił do czytania "gazetki z dziewczynkami" - Pooglądamy teraz? Trzeba się jakoś zrelaksować...

- Wiesz, nie... dzięki.

Po tych słowach Dancer wrócił do swojej kwatery, i położył się spać, zaś Defaraq zapatrzał się w gazetce na dobre. Zanim cokolwiek go obudziło, minęło kilka godzin.

Tymczasem Aschgan... Edytuj

- Życie smuci, życie nie ma celu... prędzej czy później skończę jak oni, nie mogę nic z tym zrobić! NIC! - Aschgan bredził w nerwach, nie mogąc skupić myśli. Bał się swojej śmierci pierwszy raz w życiu, ale coraz bardziej się z nią godził - czemu? Czemu nie mogę nic z tym zrobić?! Dlaczego?!

Chęć cierpienia, bólu i agonii zaczęła górować nad Aschganem. Skłonny był on wyjąć miecz, i wbić go sobie w brzuch, ale coś go przed tym powstrzymywało. Z bronią w ręku stał, i patrzał na ciała innych. Po chwili zaczął ignorować dźwięki, które wypełniały Dogmę, ciesząc się chwilami spokoju. Nie przejmował się ciałami, gdyż zaczynał rozumieć, że to, co minęło, nie wróci, i nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem, ani krwią.

Po chwili, gdy uspokoił się całkowicie, i zapanował nad swoimi nerwami, wrota wyjściowe z Dogmy otworzyły się, wraz z drzwiami kryjącymi dostęp do akt, będących skryptami serwera. Położywszy się na podłodze, zmęczony Aschgan zasnął.

Part 3 Edytuj

Kilka dni wcześniej, Yi oraz Vasal.

- Thaini... znów jesteś sobą... - Yi nie panował nad swoim szczęściem. Przepełniało go ono całkowicie, i było jeszcze bardziej wzmacniane przez ciepło Vasal, wtulonej w jego ciało.

- Thanv, przepraszam... nie wiedziałam co robię... - Vasal płakała, ale w środku czuła wielką radość.

Miłość przepełniła serca dwojga uczestników gry do tego stopnia, że zapomnieli o trzęsącej się jaskini, której strop spadł prosto na nich.

Gruzy jaskini ułożyły się w stertę czarnych kamieni, rozsypaną po terenie większym, niż miała sama jaskinia. Stojący z boku Jin Mo-Ri objął płaczącą, świadomą śmierci dwojga przyjaciół ShiroNeko; Venaya nadal leżała nieprzytomna, zaś Kerolot z Mandrivem stali, i przyglądali się kupie kamieni.

- Radość, która przyniosła śmierć. To takie... przykre... - wzruszeniu uległ nawet Kerolot, mimo, iż zwykle był opanowany, i spokojny, nie zdradzał nawet faktu posiadania uczuć.

- Niech cały ten los coś spali... - Jin Mo-Ri objął ShiroNeko jeszcze mocniej, ale ta odepchnęła go od siebie, krzycząc, że ten jest zboczeńcem, i nie umie wyczuć dobrego momentu.

Tymczasem, poza ich widokiem, po drugiej stronie zawalonej jaskini, jeden z kamieni zaczął się trząść, a z wnętrza słyszalny był czyiś krzyk. Po chwili, głaz przetoczył się dalej, a z wnętrza zawaliska światło dzienne ujrzała twarz Vasal. Wysunąwszy głowę na zewnątrz, zawołała Yi'ego, by wyszedł, i zobaczył, że udało im się uciec.

- Thaini... żyjemy? - Yi nie rozumiał, jakim cudem uszedł on z życiem po upadku groty.

- Miłość może więcej, niż Ci się wydaje... - Thaini objęła Yi'ego, patrząc w stronę słońca, które wiecznie wskazywało południe.

Po chwili Venaya się ocknęła, i spojrzała na zawaloną jaskinię, a później na płaczących kompanów. Rozumiejąc, co się wydarzyło, nie zadawała pytań, nie była zresztą w stanie - wzruszała się tak, jak inni.

- Maja, żyjesz! - Kerolot wyciągnął do niej rękę, chcąc pomóc jej wstać; ta zaś jednak wstała sama - przepraszam, że tak Cię chamsko położyłem na ziemi, ale... ciężko trzymać cokolwiek w takiej chwili...

- Rozumiem - odparła Venaya, patrząc na kamienie - Nie ma co tu stać, wracajmy do siebie, zanim sami siebie pozabijamy z tego smutku...

Skinieniem głowy, reszta drużyny zgodziła się z propozycją Venayi. Ruszyli w stronę swoich kwater, zostawiając zawalisko na pastwę losu.

Po drugiej stronie działo się jednak coś o wiele szczęśliwszego - Yi, wraz z Vasal, szli sobie w zupełnie przeciwnym kierunku co reszta drużyny, nie wiedząc, gdzie iść. Rozmawiali oni o przyszłości, o dalszym życiu, ale też i o poważnych planach ukończenia LoBW, nie tracąc przy tym życia. Trzymali się za rękę, i nie zwracali uwagi na to, że nie wiedzieli, co z ich towarzyszami.

Venaya zaś znała drogę do kwater - miała ją zapisana na mapie, którą trzymała w magicznym plecaku; w ten sposób, po trzech dniach ona, Kerolot, ShiroNeko, Jin Mo-Ri i Mandriv dotarli do ich kwater, gdzie spotkali Dancera i Defaraqa.

- Maja!! - Dancer rzucił się na Venayę, z rękoma gotowymi do przytulenia jej, po czym to zrobił - ty żyjesz, tak się bałem...

Jego entuzjazm został odwzajemniony, jednak już po chwili, wszyscy wrócili do zmartwień związanych z ich przekonaniem, co do śmierci Yi'ego i Vasal, oraz niewiadomego miejsca położenia Aschgana i Alexy. Czarne myśli znów dopadły wszystkich.

Tymczasem u Aschgana Edytuj

- Jeny, już wiem, czemu ta gra jest taka rąbnięta, lol - Aschgan mówił dziwnym, zjaranym głosem, przebywając w jednej z komnat Dogmy Śmierci - kuuuurde, co oni tu zaskryptowali, hehe...

W białym pomieszczeniu, w którym się znajdował, była tylko jedna półka, na której widniał napis "Psychotropy", który zakończył ten odcinek.

Zapowiedź odc. 15 Edytuj

A co będzie dalej, to nikt nie wie, l0l. Hehehehe. Dawać, LoBW15: Finał, cz. 1. Nieee no, ten stuff od Aschgana z tej Dogmy rządzi, h3h3

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki