FANDOM


Part 1 - Sen. Natura człowieka Edytuj

Młody chłopak, średniego wzrostu, w szarej bluzie zaczął gonić niższą, młodszą dziewczynę, w skórzanej koszuli. Ta natychmiastowo rzuciła się do ucieczki, krzyknęła ze strachu, i przyspieszyła tempa jeszcze bardziej.

Widocznym staje się tło - ulica nieznanego miasta usianego wieżowcami, z zatłoczonym chodnikiem. Po ulicy poruszała się masa samochodów i autobusów, jadąc nieprzepisowo dużą prędkością. Wszyscy ludzie szli w jednym kierunku, przeciwnym do goniącego chłopaka, i uciekającej dziewczyny.

W popłochu dziewczyna ucieka pierwszą uliczką w lewo, na ulicę zwaną Netherfence Street, biegnącej prostopadle do poprzedniej. Zmieniając kierunek, goniący ją chłopak potknął się, lecz szybko podparł sie ręką, i pobiegł dalej.

Chodnik robił się coraz bardziej tłoczny, a ulica coraz bardziej nieprzejezdna, i bieg uciekinierki zmienił się w szybki chód, przeciskający się między innymi ludźmi. Chłopak nie zważał jednak na innych, i biegł przed siebie, taranując innych bez żadnego wzruszenia. Jedno z uderzeń odkryło jego kaptur, ujawniając czarne włosy.

Po chwili biegu, dziewczyna znów skręciła w lewo, w ślepą uliczkę, zwężającą się z każdą chwilą. Stanęła jak wryta obok bramy blokującej dalszą drogę, oparła się o nią plecami, i patrzała, jak uprzednio goniący ją chłopak podchodzi do niej ze spokojem.

- Czego oczekujesz? - roztrzęsiona dziewczyna zdawała się mówić, jakby była pełna spokoju, lecz jej nogi całe się trzęsły - i tak nic nie dostaniesz.

- Potrzebuje Cię - chłopak złapał ją delikatnie za rękę, uśmiechnął się, po czym...

Dziewczyna szybkim ruchem założyła mu odwróconą dźwignię na łokieć, przechyliła do przodu, i zakładając nogami dźwignię na kark, nie zostawiała mu żadnej możliwości ruchu. Widoczna stała się jej blada cera na twarzy, duże, niebieskie oczy i wredny uśmieszek. Przerywając dźwignię na łokciu, złapała napastnika za nogę i klatkę piersiową, przerzucając go na ziemię na plecy.

- To nie takie łatwe, nie możesz mnie po prostu mieć! - krzyczała przez śmiech, kopiąc chłopaka po twarzy, która ze względu na jej zakrwawienie była niewidoczna; jedynie było widać zieleń jego oka, kontrastującą z otaczającą ją posoką - szczęście może niefortunnie zmienić się w ból, pamiętaj!

Kot, stojący na pobliskim śmietniku, zamiauczał.

Yi przebudził się gwałtownym ruchem. Spojrzał na niebiesko-zielone ściany jego kwatery, popatrzał na sufit, po czym spojrzał w bok, widząc leżącą obok Vasal, śpiącą w pełnej zbroi. Westchnął głęboko, i położył się znowu. "To był tylko sen... śnił mi się normalny świat?" - pomyślał sobie, leżąc na plecach, gapiąc się na sufit - "Sny znów zaczynają mieć znaczenia. To zły znak".

Odwrócił się na bok, by spojrzeć na twarz leżącej obok dziewczyny. Przytulił ją, i spróbował znów zasnąć, ale nie był w stanie.

Part 2 - Początek Finału Edytuj

Aschgan wyszedł z Dogmy Śmierci, i spojrzał na zawalisko kamiennych domów, leżące w samym centrum pustyni. Słońce przestało już wskazywać wieczne południe, i poruszało się normalnie; leżało na zachodzie, świecąc prosto na jego twarz. Przez niektóre zawaliska i ruiny widać było pustkę, w innych widoczne były ściany pokoi; przez niektóre widać było nawet byłych graczy i NPC, którzy umarli na wskutek eksplozji w Dogmie. Aschgan jednak patrzał na to wszystko z uśmiechem, bawił się kredkami, które cały czas miał w plecaku, i kołysząc się na nogach śpiewał "Wielką Bramę w Kijowie", nie zważając na fakt, iż ten utwór nie ma słów.

- Jeb jeb jeb, bum bum bum, tu tu tu, ru tu tu... Hehe, ale mam zajer! - Aschgan spojrzał w sam środek tarczy słonecznej - ale fajnie świeci! Pora na teletubisie!

W świecie jego wyobraźni wszystko wyglądało inaczej - ruiny były pięknymi, kolorowymi domkami, a rozrzucone zwłoki przypominały różowe, śpiące kucyki. Nawet pustynię widział jako kryształki złota, które próbował zmieniać w diamenty, w rzeczywistości jednak machał kredką po piachu. Słowa zdawały mu się układać w idealną melodię, w którą słowa dopasowane były jak ulał, lecz poza jego rzeczywistością, fałszował w H-minor, przez co jego śpiew bardziej przypominał dźwięki niestrawności.

Po chwili jednak przestał "śpiewać", i zaczął zwyczajnie nucić. Kołysząc się, poszedł w kierunku przeciwnym do oddalonych o kilkaset kilometrów kwater jego drużyny, i chybocząc się dźgał kredkami powietrze, a idealnie działający skrypt w grze pokazywał mu, że zadaje 2 damage.

Doszedł do skraju Inqusthe, do wejścia na pustynię. Światło odbijało się od piasku do tego stopnia, że nawet w tym stanie Aschgan jakoś to odczuł - po prostu zmrużył i tak już powiększone od substancji narkotycznych oczy. Szedł jednak dalej, drastycznie niszcząc swój ekwipunek w skwarze, którego nie odczuwał.

Jakiś czas później znalazł się na skraju pustyni i nieznanych gór. Był już nieco mniej "zrobiony", i przynajmniej rozpoznał, że są to góry. Po chwili rozmyślań stwierdził, że wejdzie na jedną z nich, i sprawdzi teren.

- Znajdę magiczne jednorożce, jeee! - mimo, iż podstawowe funkcje mózgu Aschgana działały poprawnie, nadal był pod wpływem substancji znalezionych w Dogmie - będę fruwaływał!

Wchodząc na teren pochyły, Aschgan wywrócił się, gdyż nie był w stanie utrzymać równowagi, zwłaszcza, że grunt był śliski. Poczekał więc on spory okres czasu; patrzał w tym czasie na niebo i obserwował zachodzące słońce, zastanawiając się, jakim cudem to żółte coś się rusza, i ile do tego potrzebnych jest kucyków.

Leżał tak, i rozmyślał, do momentu, aż nie wróciła mu przytomność, a z racji tego, że stało to się około piątej nad ranem, i było ciemno, stwierdził, że lepiej będzie poczekać do ranka. Po chwili jednak zasnął ze zmęczenia, nie pospał on jednak długo, gdyż obudziło go uczucie ciepła i zapach rosołu.

Obudził się, przetarł oczy, otwarł je, i zobaczył ogromny cień, przypominający miskę, tyle, że wysoką na dziesięć metrów. Ze zdumienia znów przetarł oczy, po czym wstał z niedowierzaniem. Widząc to, co ujrzał, stanął jak wryty. Na jego twarzy widać było lęk.

W jego myślach zapanowała chwilowa ciemność, którą szybko rozjaśniło jedyne wyjaśnienie zaistniałej sytuacji. Ostatni Boss, Zupa Śmierci, jest żywy, i gotów na polowanie.

Wiedząc, że samemu nie ma szans, Aschgan spróbował wycofać się niepostrzeżenie. Nie udało mu się to jednak - Zupa Śmierci teleportowała się tuż przed jego nos tak blisko, że końcowe części miski były kilka metrów za nim. Z niedowierzaniem, Aschgan rzucił się do ucieczki, jednakże zatrzymała go kleista maź, leżąca na trawie. Po wdepnięciu w nią, zaczęła ona go wciągać, i działać żrąco, niczym kwas solny. Zwinnie unikając wylatującego wrzącego rosołu z Zupy Śmierci, Aschgan pozbywał się butów, po których zdjęciu szybko wyskoczył z plamy mazi, i zaczął uciekać dalej.

Po ucieknięciu kilkuset metrów, będąc przekonany o tym, że boss już go nie goni, samotny wojownik odwrócił się, i zobaczył, że Zupa zmienia swój kolor na biały, wokół którego pojawia się czerwona poświata. Po chwili, z samego środka bossa wyrzuciła się masa wrzącego pożywienia, zaczynającego latać w powietrzu, formując trąbę powietrzną, która zaczęła unosić, i przemieszczać bossa.

Nie czekając na dalszy rozwój sytuacji, Aschgan zaczął uciekać, a Zupa leciała tuż za nim, zmniejszając swoją odległość. Wnioskując, iż za chwile zostanie on przezeń przygnieciony, wojownik przyspieszył kroku, i zaczął grzebać w plecaku, szukając swojego ostatniego Znaku Teleportacji. Odrzucając wszystko, co nie było mu potrzebne, cisnął prosto w Zupę butelkę mleka, dwie mikstury życia, skórzany pancerz i kredki.

Te ostatnie okazały się dać mu chwilę przewagi, gdyż Zupa uległa zabarwieniu na kolor różowy, co wprawiło ją w chwilowe zdenerwowanie, skutkujące dalszym wylaniem części płynu ze środka misy i zastąpienie jej nową. W tym czasie boss nie przemieszczał się, zaś Aschgan dodatkowo wykorzystał fakt, iż pierwotna, różowa zupa stworzyła swego rodzaju falę na śliskiej powierzchni gór, po której zaczął się on ślizgać, zwiększając jeszcze bardziej przewagę.

Gdy maź wsiąknęła w grunt, Aschgan nie przejął się tym, tylko uciekał dalej. Po chwili odwrócił się, i spostrzegł, że Zupa Śmierci przemieszcza się w innym kierunku.

- Uff, nareszcie, olała mnie.

Part 3 - Kontakty międzyludzkie Edytuj

Biegnąc samotnie w stronę Equilin, Aschgan spojrzał na swojego Pip-Boya. Wskazywał on Przyjazną Jednostkę w bliskim otoczeniu. Zadziwiony, że urządzenie nie pokazuje już tylko czerwonego, obraźliwego napisu, postanowił on to sprawdzić. W pustkowiu między Equilin a Inqusthe zwykle nie przebywali żadni gracze z frakcji Dobra, więc tym bardziej go to zdziwiło. Zmienił swój kierunek na wschodni, i po chwili spostrzegł znajomą twarz, a dokładniej pyszczek.

- Schrodinger! Kocie głupi, jak Ty się tu dostałeś?! - Aschgan rozpoznał swojego przyjaciela z drużyny, przez co bardzo się ucieszył. Nie jest to oczywiście w żaden sposób dziwne, po przeżyciu takiego szmatu czasu samemu.

- O, siema Aschgan - Schrodinger odpowiedział w bardzo bezuczuciowy sposób, aczkolwiek był on bardzo zadowolony ze spotkania - kurde, stary, powiem Ci, że ten koci węch to jednak kiepska sprawa...

- A to czemu? Ja nic nie czuję.

- Daje tu rosołem, a ja jestem głodny... a wiesz, jak to koty i mięso... - Schrodinger lekko się rozmarzył.

- Miałem miksturę zmniejszenia głodu, ale wyrzuciłem uciekając - Aschgan wyciągnął swój plecak, i zaczął czegoś szukać - nie, nie... Następnej nie mam, wybacz.

- Przed czym uciekałeś? - kot bardzo zaciekawił się faktem, iż Aschgan nie rzucił się w wir walki, tylko uciekał - chyba nie przed rosołem, co nie?

- Tak właściwie, to przed rosołem, dokładniej siódmym bossem, Zupą Śmierci - napakowany facio lekko się zaśmiał do siebie, aczkolwiek szybko wrócił do powagi - jakkolwiek głupio ta nazwa.

- Siódmy, końcowy boss? Z tego co pamiętam, dostaliśmy wycisk od szóstego... - Schrodinger odłożył na chwilę kałacha, i podrapał się po nosie - może być ciężko...

- Dostaniemy wycisk - odparł krótko Aschgan.

Tymczasem w kwaterach Edytuj

- Vasal? - Defaraq chodził po całym budynku, szukając dziewczyny Yi'ego - Hej, Vasal? Mam sprawę...

- Czego chcesz, wiesz przecież, gdzie mnie znaleźć - odparł kobiecy, acz nieco zniekształcony głos z kuchni - akurat jem, o co chodzi..?

- Właściwie to o jedzenie, ale to inna kwestia - Defaraq wszedł do kuchni, spojrzał na Thaini wcinającą szynkę na kilogramy, po czym usiadł na krześle i ze spokojem odetchnął - słuchaj, pamiętasz coś z walki z Merintsem?

- Nie... jedyne co pamiętam, to przebudzenie w łóżku kilka dni temu. Yi był obok, więc było ciepło. - Vasal odłożyła szynkę i przełknęła kawałek, który miała w ustach - przepraszam za brak kultury... Cóż, naprawdę, nic więcej nie wiem.

- Cholerka - Defaraq lekko się zdenerwował tym faktem, ale kontynuował rozmowę - nie czujesz może w środku czasem takiego... przyspieszonego tętna, przypływów adrenaliny, chęci walki, silnej agresji..? Coś, może?

- Czasem jak się kładę spać z Yim, to coś takiego czuję... ale co Cię to niby obchodzi, hę?

- Nie o to mi chodzi co tam robicie, kurka wódka - Defaraq uniósł lekceważąco oczy w górę, zacisnął rękę w pięść i zaczął mówić dalej - chcę po prostu wiedzieć, czy niechcący nie zjadłaś Szóstego Amuletu, gdy... no, jak to powiedzieć... - przerwał.

- Ale co niby? Znów tańczyłam na golasa, myśląc, że nikt mnie nie widzi?

- Nie wnikam - Defaraq zaśmiał się, poniekąd mimowolnie - widzisz, podczas walki z Merintsem, wpadłaś w stan zwany w tej grzę nadfurią, po czym po prostu zabiłaś tego bossa... i zjadłaś dość dużą część jego zwłok... - facet odwrócił głowę w stronę okna, gdzie zobaczył Mandriva trollującego losowych, przechodzących graczy. Obawiał się, jak Thaini to przyjmie.

- Aaa, coś mi to mówi... Nic nie wiem o Amulecie, cóż, nic nie poradzę...

- No to po nas. Wielki Amulet nie może zostać stworzony, czyli nie mamy szans na ucieczkę z tego chrzanionego, wirtualnego świata.

Defaraq wstał, i wyszedł z kuchni, Vasal, zirytowana faktem braku możliwości ucieczki, odgryzła duży kawałek szynki, i zaczęła gniewnie patrzeć w okno na Mandriva.

- Głupek...

Zapowiedź kolejnego odcinka Edytuj

Co z Zupą Śmierci? Jak reszta drużyny zareaguje na fakt, że nie mają szans na wygraną? Czy Aschgan z Schrodingerem wrócą do kwater? Tego dowiecie się w odcinku LoBW16: Finał, cz. 2! Miłego dnia!

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.