FANDOM


Part 1 Edytuj

Budzik zaczął mnie niemiłosiernie budzić, a słońce oświetlało moje policzki. Postanowiłem wykorzenić problem w zarodku. Zasłoniłem żaluzje i wyłączyłem budzik. Wróciłem do spania. Szybko jednak się okazało, że poprzedniego dnia przewidziałem taki scenariusz i po minucie zadzwonił drugi. Jednakże ten był ukryty i nie mogłem go dosięgnąć dłonią jak poprzedniego. Wstałem z mego legowiska i zacząłem szukać źródło denerwującego mnie dźwięku. Szybko go namierzyłem w szufladzie. Próbowałem otworzyć. Komoda jednak odmawiała mi tego zaszczytu. Wyleciała natomiast kartka. Wziąłem ją do ręki i przeczytałem:

- Haha frajerze, wiedziałem że po spaniu zapomnisz, gdzie schowałeś klucz. Ustawiliśmy budzik, żeby się nie wyłączał, a kluczyk gdzie jest? Masz prostą zagadkę przed śmiercią "Tam gdzie klucz jest, nie ma kanapki" - przeczytałem - Hmm... czemu ja jestem dla siebie taki miły wieczorem? Chwila, tam gdzie nie ma kanapki... kanapki trzymam w lodówce, a że jestem dla siebie taki miły, to pewnie schowałem go pod kafelkiem w łazience.

Po stwierdzeniu tego oczywistego faktu poszedłem do łazienki z młotkiem. Zacząłem się jednak zastanawiać, który to kafelek. W tym celu włączyłem komputer i na szybko napisałem program do gry w kółko i krzyżyk. Gdy wygrałem, pojawił mi się kod na podstawie miejsc, które oznaczyłem. Z tym kodem poszedłem do salonu, gdzie wpisałem go na kartkę. Wyciągnąłem szkic układu współrzędnych. Na podstawie mojego kodu wyznaczyłem postać iloczynową funkcji kwadratowej, a następnie ogólną. Dzięki temu wyznaczyłem postać kanoniczną i naszkicowałem wykres tej funkcji. Następnie zmierzyłem wymiary jednego kafelka i naniosłem na układ. Dostałem dokładne współrzędne kafelka.

Wróciłem do łazienki i rozwaliłem odpowiedni fragment podłogi. W środku rzeczywiście znajdował się klucz. Poszedłem więc do pokoju, otworzyłem szufladę i wyłączyłem budzik. Pełen satysfakcji stwierdziłem, że mam jeszcze 40 minut czasu do rozpoczęcia lekcji, więc znowu położyłem się, aby spać.

Moje leżakowanie nie trwało jednak długo. Po około 0,0000345000320500021000001 sekundy pod moją głową usłyszałem znowu ten wredny dźwięk. Podniosłem poduszkę do góry i moim oczom ukazał się płaski budzik i kolejna kartka z napisem "Wstawaj parówo, nie zdążysz do szkoły, zapomniałeś że się przeprowadziłeś i już nie masz 2 minut drogi?". Po przeczytaniu jej, dostałem zastrzyku energii. Od razu przpomniałem sobie cały poprzedni wieczór.

Jak wariat zacząłem biegać po pokoju otwierając skrytki i wyłączając budziki. Zdążyłem to zrobić w 5 minut. Wyszykowałem się do szkoły, włączając w to mycie się. Następnie gdy już wyszedłem z domu, sprawdziłem 37 razy czy zamknąłem drzwi. W trakcie tego zobaczyłem na godzinę. Okazało się, że zostało mi tylko 5 minut do rozpoczęcia lekcji, a mam 23 minuty drogi do szkoły.

Nagle dostałem sms-a od...

siebie. Otworzyłem wiadomość i przeczytałem:

- A to zrobiłem jeszcze wczoraj za dnia, w szkole, dlatego na pewno tego nie pamiętasz. Przestawiliśmy godzinę o 30 minut do tyłu, bo wiedzieliśmy, żeś czop i byś się spóźnił, leć do tej szkoły - odczytałem informację od siebie sprzed kilku godzin

Poszedłem więc i wyrobiłem się w 15 minut, gdyż miałem dość szybki chód. Poszedłem do szatni i zdjąłem moją wiatrówkę. Była bowiem jesień, więc natura po drodze obumierała, a złote kolory liści odciągały uwagę od poprzedniego faktu.

Jesień, czas kiedy można na chodniku spotkać ludzi grapiących liście po to, aby drzewa zaraz jakieś zrzuciły, dekorując ziemię w swój własny, ciekawy sposób. Jedyne co mnie dołowało to ta sama rzecz co o każdej porze roku. Pojazdy spalinowe i ludzie palący wszędzie gdzie tylko się da. Znam takie osoby, którym po zwróceniu uwagi, aby nie dymiły w moim pobliżu, gdyż mi to szkodzi, po prostu odejdą i wypalą co mają do wypalenia. Natomiast w drodze do szkoły spotykam ludzi nazywanych potocznie "dorosłymi", którym przy takiej prośbie zaczyna odwalać i nazywają mnie nietolerancyjnym faszystą i nazistą. Ciekawe co się stało z tym światem...

Mniejsza o to. Z szatni poszedłem pod salę. Czekała tam już większość klasy. Dlaczego większość? Część była chora, a druga część to kozaki, które myślały, że bądą fajne poprzez nieprzyjście do szkoły. Przy stoliku siedzieli już: Natalia, Maja, Adrian i Thanv. Wszyscy rozbawieni jakimś żartem, jednakże jeszcze nie znałem jego treści.

Drogę do nich przerwał mi jednak Bolek. Jego głupi wyraz twarzy, którego od 4 lat nie potrafi się pozbyć już sugerował mi, że wymyślił coś głupiego. Uderzył mnie w prawą, górną część klatki piersiowej. Było to dla mnie tak bolesne jak bardzo odczuwa się ból, poruszając palcem. W odpowiedzi popchnąłem go najlżej jak tylko potrafiłem, a ten stracił równowagę. Próbował jej nabrać robiąc 5 kroków do tyłu, jednak i tak upadł przewracając Pawła. Wyglądali trochę jakby się przytulali, jednakże wolałem na to dalej nie patrzeć. Podszedłem do stolika i gdy tylko chciałem się przywitać, zadzwonił dzwonek i nauczycielka języka polskiego, która nie wiadomo skąd się tam wzięła, rzuciła mną do sali.

Part 2 Edytuj

Zadzwonił dzwonek i zaczęła się lekcja języka polskiego. Reszta klasy pospiesznie weszła do sali w obawie o powtórkę z rzutu nauczycielki. Zaczynaliśmy omawianie lektury o nazwie Mały Książe. Usiadłem w ławce. Podeszła do mnie pani Bernardyna i z katowskim wzrokiem zapytała

- A prace domową to pan ma?

- Nie potwierdzam - odparłem

- Zatem jedyneczka do dziennika - powiedziała z radością nauczycielka

- Ale - przerwałem - Nie zaprzeczam

- Masz tą pracę domową czy nie?

- No mam - odpowiedziałem wręczając Gertrudzie zeszyt przedmiotowy do języka polskiego

- Nie jesteś spartiatą ignorancie. Ciebie nie obowiązauje lakoniczne mówienie, co to ma być za wypowiedź na marne 2 strony?

- Po pierwsze, to ja nie mówię po kartce, tylko po niej piszę, a po drugie, dwustronicowa odpowiedź na pytanie typu dlaczego kamień jest kamieniem jest i tak bardzo długa

- To zupełny brak szacunku do nauczyciela. Brak manier. Zero kultury. Dwie jedynki za pracę domową i uwaga oraz wniosek o naganę dyrektora.

- Yhyyyyy

- Skoro tak, to może opowiesz nam, dlaczego "Mały Książe" to lektura, która cię szczególnie zachwyciła

- Ekhem - przygotowałem gardło wstając ze swojego miejsca, podczas gdy Gertruda pisała, że konstruowałem broń masowego zniszczenia w klasie - Zatem utwór o nazwie Mały Książe to książke niewątpliwie z wieloma metaforami niezwykle łatwymi do odczytania, dzięki którym można zrozumieć prawdziwy sens tej jakoby wypowiedzi autora. Dowiadujemy się z niej, że przyjaźń i wierność przyjaźni to bardzo ważne wartości, które trzeba respektować. Jednakże Mały Książe nie zachwycił mnie. Wbrew pozorom i wyżej wymienionemu sensowi jest to książka dla przedszkolaków, a dodatkowo w moim etapie rozwojowym czytać o chłopcu, który mieszka na asteroidzie bez atmosfery, gdzie rosną rośliny, a także główny bohater swobodnie skacze po planetach i innych ciałach w kosmosie jest co najmniej niezrozumiałe.

- Że co? Nie zachwyca cię? - dopytała nauczycielka z niedowierzaniem - Przecież Mały Książe zachwyca każdebgo, siadaj, pała

- Nie siądę, ta książka mnie nie zachwyca, takie jest moje subiektywne odczucie tego tekstu

- Jak nie zachwyca? Skoro ja mówię, że zachwyca, to Mały Książe zachwyca

- Co jest trudne w stwierdzeniu "Mnie Mały Książe nie zachwyca"?

- Wyjdź stąd... - warknęła Gertruda wstając z krzesła i pokazując drzwi - WYJDŹ STĄD TY GNOJU, ALBO NIE RĘCZĘ ZA SIEBIE, POOBRYWAMY CI WSZYSTKIE KOŃCZYNY, ZJEM JE I WYPRUJĘ ZĘBAMI WSZYSTKIE FLAKI

Zatem wyszedłem, zabrałem mój piękny zeszyt poozdabiany moimi rysunkami, głównie bakuganów i wojowników z moich serii na bakuganfanonie i wyszedłem z sali. Resztę lekcji spędziłem udowadniając za pomocą geometri prawdziwość teorii strun, a następnie wyrysowywałem powód, dla którego nie można dowolnie przenosić się w czasie.

Korytarzem przechodził właśnie pan Dyrektor. Lubiany przez wszystkich, ponieważ umiał żartować, był łagodny i zawsze stawał w obronie uczniów. Pan Ździchu przeszedł obok mnie i zaczepił:

- Co jest? Znowu lekcja polskiego?

- Taaa, najpierw Gertruda mnie wrzuciła siłą do sali, a potem postawiła dwie jedynki, uwagę i napisała wniosek o naganę dyrektora za taką odpowiedź na takie pytanie - mówiąc, dałem Ździchowi zeszyt i pokazałem zadanie

- Hmm... znowu pokazuje swoje fochy, ale nie mogę jej wywalić, bo ma zawartą umowę z kuratorium, że nie można jej zwolnić, ponieważ ma Nagrodę Zielonego Buraka

- Spokojnie, przeżyję - powiedziałem chowajac zeszyt do plecaka i idąc pod salę, w której miałem mieć kolejną lekcję.

Reszta dnia minęła dość spokojnie, na ogół nauczyciele w tej szkole są dość przyjaźni, chyba że tak jak pani Gertruda są to wredne jednostki, albo przeżywają jakiś dramat w swoim życiu. Mimo to przeżyłem dzień w szkole. Niestety nie mogłem za długo porozmawiać z przyjaciółmi, bo każdy z nich musiał dziwnie szybko biec do domu. Okazało się, że Gertruda zadała na kolejny dzień wypracowanie na 79 456 431 znaków. Była to liczba nieparzysta, więc to znak, że nauczycielka chciała tak naprawdę 17 000 razy więcej.

Ja stwierdziłem, że nie będę się użerał z nią na lekcjach, więc od tej pory uczyłem się języka polskiego sam w domu. Miałem wiele książek, z których mogłem się uczyć. Jednak po powrocie do domu założyłem mój transmiter wirtualnej obecności babciogear i zacząłem szukać jakiejś nowej gierki. Nie znalazłem. Nagle przypomniałem sobie, że z Defaraq stworzyliśmy Kumite Online. Postanowiłem więc wejść do gry i przetestować ją. Niestety była jeszcze w fazie testów. Mimo to, Defaraq cały czas coś udoskonalał, więc w razie błędu, wydostałby mnie.

Wszedłem więc i pojawiłem się w wirtualnym mieście, a dokładniej przed wejściem. Nad bramą, przez którą się przechodziło, był wielki napis "Witamy w ...".

- Ehh... trzeba w końcu wymyślić jakąś nazwę dla tego miasta - stwierdziłem przechodząc przez bramę, w której było już kilku NPC - Zaczynijmy zatem beta-testy. Zacznę chyba najpierw pójścia na jakiś kurs walki.

Właśnie, ta gra pobierała informacje o naszych ciałach i umiejętnościach z rzeczywistości, zatem jeśli bylibyśmy grubi, to gra nie dałaby nam smukłego ciała i na odwrót. W grze można było nauczyć się walki, jednakże aby ciało było lepsze, trzeba było pójść w realnym świecie na siłownię i poćwiczyć. Gra miała na celu także to, aby ludzie nie leżeli godzinami na łóżku grając, ale także żyli w prawdziwym świecie.

Gra także dawała wskazówki jak ćwiczyć. Z Defaraq byliśmy niezwykle dumni z naszego tworu. Po chwili mój partner zauważył mnie w grze i pojawił się obok mnie, jego avatar administratora.

- Cześć Aschgan - powitał mnie - Gotowy na mały test walki na arenie?

- Walki na arenie? Nie mów, że już to skończyłeś...

- Tak i działa dosyć nieźle, tylko potrzeba mi prawdziwego testera

- Jasne, przenieś mnie na arenę - zgodziłem się i zaraz pojawiliśmy się na macie...

CDMN...

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki